Luźne myśli

luznemysli

Praktyki lada dzień. Bardzo się cieszę na myśl o tylu godzinach uczenia w szkole pomimo tego, że nie wiem, czy jestem już w pełni przygotowana na to wszystko. W tym roku nie będę mieć żadnych przedszkolaków, bo nauczycielki się umówiły, że na zmianę biorą te dzieciaki, jako że uczenie tam jest dość problematyczne. Sama się bałam, jak tu dobrze zorganizować zajęcia, skoro  przedszkolaki nie potrafią liczyć, literek nie znają, a niektóre to się nawet wspólnie bawić nie chcą. No, ale nie można wymagać też zbyt wiele od pięciolatków i sześciolatków. Koniec końców to z nimi zajęcia wspominam najlepiej i mam nadzieję, że sporo z nich spotkam w 1 klasie.

Powtórzyłam badania krwi, dziś powinnam dostać wyniki. Odwiedziłam okulistę i z przykrością stwierdzam, że mój wzrok ma się coraz gorzej, choć wadę mam tylko -0,5. Zaniosłam też papiery na stypendium naukowe. Oczywiście liczą dochody, więc przypuszczam, że za to nie dostanę za dużo punktów, bo trzeba było uwzględnić wszystkich, którzy są zameldowani w domu, nawet jeśli pracują na siebie i ich zarobki nie łączą się z budżetem domowym. W każdym razie za oceny mam maksymalną ilość punktów, więc może to przeważy. Ogólnie jest to stypendium dla uczniów i studentów uzdolnionych, którzy jednocześnie udzielają się społecznie, czyli np. tak jak ja udzielali korepetycji za darmo w internacie. O tym stypendium dowiedziałam się przypadkiem i  nie jest ono jakoś reklamowane, a szkoda, bo dużo osób o nim nie wie i traci swoją szansę. Dlatego jeśli macie jakieś fundacje w swoich miastach albo gminie, a dodatkowo wciąż się uczycie, to popytajcie, bo warto.

Chciałam jeszcze tylko wspomnieć o moim zakupowym szczęściu w nieszczęściu. Zawsze jak czegoś potrzebuję i kupię, to kilka dni później mogę to kupić tylko taniej w Biedronce. Też tak macie? Jak potrzebowałam teczek harmonijek i musiałam kupić za prawie 20 zł w jedynym sklepie w mieście, gdzie były, to tydzień później tata mi kupił w Biedronce 2 teczki, a zapłacił mniej niż ja za 1. Z blenderem miałam to samo. Teraz okleina na meble. Na początku wakacji postanowiłam zrobić remont w pokoju i wiele rzeczy pozmieniałam. Nie chciałam wyrzucać mebli i inwestować w nowe, skoro te są dobre. Tylko kolor mi już nie odpowiadał, więc kupiłam w sklepie okleinę. Kupiłam jej bardzo dużo, bo chyba z 6 metrów, gdzie 1 metr kosztuje 10 zł. Od wczoraj w biedronce można kupić 2 metry za 6 zł, czyli metr za 3 zł. Kieszeń mnie zabolała, bo gdybym poczekała chwilę, to bym kupiła znacznie taniej. Ale to nic, i tak kupiłam 3 rolki i okleiłam szafę, którą zostawiłam sobie akurat na później. Tak się prezentuje okleina, którą wybrałam do swojego biało-fioletowego pokoju:

20160829_140053_Richtone(HDR)

20160830_123929

Oczywiście jakość jest gorsza, bo jest to zwykła wielka naklejka z nadrukiem, a ta okleina, którą kupiłam w innym sklepie, ma specyficzną teksturę, którą czuć pod palcem, a także nie jest zrobiona z papieru jak ta z Biedronki, tylko z takiej jakby ceraty.  Mimo wszystko okleina to naprawdę świetny pomysł na odświeżenie mebli. Wzorów jest mnóstwo, a wiadomo, że nie każdy jest w stanie sobie pozwolić na nowe meble za każdym razem, gdy zmienia wygląd wnętrza.
Wiem, że niektórzy mają uprzedzenia co do Biedronki, bo to taki tani sklep, więc produkty słabe i tak dalej. Zupełnie się z tym nie zgadzam, więc mówię wszystkim: chodźcie do tanich sklepów, bo można kupić super rzeczy za grosze.

Ostatnio rzadko dodaję posty, ale obiecałam sobie to zmienić :)

A to nie tak prosto wstać…

bla

Stało się. Zapisałam się na siłownię. Prawie 2 tygodnie temu pisałam o swojej małej rewolucji. Uznałam, że najwyższy czas, by zacząć jeść i żyć zdrowiej. Na początku było łatwo, później trochę sobie odpuściłam, więc już wiedziałam, że to ten moment, kiedy zrezygnuję. Oczywiście nie chciałam do tego dopuścić. Postanowiłam po wieloletniej kłótni z rowerem w końcu się z nim pogodzić. Tak więc wsiadłam na rower w sobotę i razem z przyjacielem przejechaliśmy 14 km. Co to jest 14 km, tak, wiem. Ano dla mnie to dużo, bo choć na nogach chodzić mogę cały dzień, tak rowerów unikałam jak ognia. Uznałam, że tak dłużej być nie może. Do roweru się powolutku przekonuję, ale rower to nie wszystko. Tak się akurat złożyło, że moja kuzynka jest dietetyczką i jakiś czas temu wspomniałam o niej mojej przyjaciółce, która zmotywowana przyszłorocznym ślubem postanowiła zamówić u niej dietę. Jest zadowolona, więc i ja chciałam pójść tą ścieżką. Zrobiłam badanie krwi, które wyszły tragicznie. Nie dość, że krew nie chciała lecieć, bo się zestresowałam (jak zawsze, gdy akurat ta pielęgniarka mi krew pobiera), to i wyniki okazały się okropne. Nigdy wcześniej nie było tak źle. Miałam wrażenie, jakby wszystko mi się rozregulowało. Na dniach zrobię badania jeszcze raz. Jeśli nadal będą takie złe, zdecyduję się na więcej badań. W każdym razie kuzynka jest właśnie w trakcie przygotowywania mi diety, choć sama nie wiedziała, czy robić mi zwykłą czy jakąś pod te możliwe problemy z wątrobą. Okej, więc rower powrócił, dieta będzie, to i siłownię pasuje odwiedzić. Zanim się na nią zdecydowałam, musiałam sobie poradzić ze sporą dawką niepokoju. Ostatecznie poszłam na tę siłownię, wczoraj byłam drugi raz. Czułam się trochę zagubiona, bo nie wiedziałam, jakie ćwiczenia wykonywać, więc korzystałam tylko z bieżni i rowerka. Następnym razem bardziej się otworzyłam na sprzęty. Nie zmienia to faktu, że jestem przerażona swoją kondycją. Jakże ciężko było mi przebiec 2 km bez przystanku, kiedy lata temu potrafiłam to zrobić bez problemu, a statuetka wyróżniająca za wysokie osiągnięcia w lekkoatletyce stoi na półce i się kurzy. Nauczyciel od wychowania fizycznego by się załamał, a już za dwa tygodnie będę go mijać na korytarzu podczas praktyk.
Mam wrażenie, że znajduję się w najgorszym momencie swojego dotychczasowego życia. Próbuję się wziąć w garść, ale wewnętrznie czuję, że spadam. Pociesza mnie jednak to, że choć spadam, to wyczuwam, że gdzieś niedaleko będzie dno, od którego się odbiję.

A to nie tak prosto wstać, gdy nie wiadomo, gdzie pójść.
- Wiesław Myśliwski

P.S. Uznałam, że wygląd bloga był nijaki, więc dodałam mu trochę koloru. Choć grafikiem nie jestem, to wierzę, że nie wygląda to najgorzej :)

Śluby, przyjaźnie i inne obietnice

ab8747f7f369d746d13ef6217b415e80

Wybieram się dziś z przyjaciółką do salonu sukien ślubnych. Niestety nie bierzemy udziału w programie „Say Yes to the Dress”, ale może kiedyś się jeszcze uda. Jestem świadkową, więc mocno się tym wszystkim jaram. Tak naprawdę to się strasznie boję, ponieważ nasłuchałam się (i naczytałam), ileż to mi obowiązków przypisano. Co ciekawe, 16 lat temu, kiedy pierwszy raz się poznałyśmy z moją przyjaciółką, obiecałyśmy sobie, że która pierwsza wyjdzie za mąż, weźmie drugą jako świadka. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zadzwoniła do mnie, przypominając mi o tej obietnicy. Choć pamiętałam o niej, to traktowałam to jak coś, co małe dziewczynki robią, bawiąc się lalkami w przedszkolu. Zgodziłam się od razu. I wtedy poznałam potęgę obietnicy. Zawsze byłam wyczulona na to, co ktoś obiecuje, ale teraz zwracam na to jeszcze większą uwagę.

Przeglądając swój notes z cytatami (które jakoś tak mnie chwyciły za serce, że postanowiłam je zapisać), znalazłam kilka, którymi chciałabym się podzielić. Wszystkie poniższe pochodzą od autora Piotra Adamczyka – nie, nie tego aktora. Wspominam o nim, bo znowu natknęłam się na jego książkę „Pożądanie mieszka w szafie„, którą wszystkim polecam, bo jest naprawdę dobra.

W nic już nie wierzymy, nawet w globalne ocieplenie, a szkoda, bo gdyby przyszło, to może by się stopiły lodowce w naszych sercach.

Literaturę, rzecz jasna, wymyślili mężczyźni. Głównie dlatego, że umiejętność ubierania w słowa bardzo pomaga w rozbieraniu kobiet.

Samotność nie jest naturalnym stanem; wszystko wokół występuję w parach – poduszki w sypialni, palniki w kuchence, a nawet baterie w latarce. Samemu może i dobrze się mieszka, ale zasypia fatalnie.

A mówiąc jeszcze o przyjaźniach, pamiętajmy, ile z nich się z jakichś powodów pokończyło. Zacytuję więc Henryka Elzenberga, żeby przypomnieć, że „Nic tak nie zatruwa powietrza, jak rozkładająca się przyjaźń„.

Chciałam was jeszcze przeprosić za to, że trochę zaniedbałam bloga, ale już nadrabiam czytanie, także wszystko wraca do normy :)